To nie była miłość od pierwszego wejrzenia


Wręcz przeciwnie, moja przygoda z marką Apple była długa, pełna prób i wątpliwości. Kiedy na rynku pojawił się pierwszy iPhone, otwarcie wyśmiewałem się z jego niedociągnięć. Ale gdy w końcu przekonałem się do "jabłuszek", szybko okazało się, że jest to związek na całe życie. Dlatego dziś chciałbym podzielić się z Tobą tą historią.

Wiele lat temu, jeszcze przed pojawieniem się oryginalnego iPhone'a, nie wiedziałem za dużo o komputerach typu Mac – poza oczywistymi mitami, że są drogie i wiele rzeczy na nich nie działa (chociaż wtedy to nie do końca były mity :)). Były to czasy Power Maca, więc naprawdę dawno temu.

Wcześniej byłem wierny systemowi MS Windows i w zasadzie od wersji 3.11 aż do XP (nawet za czasów Vista, aczkolwiek ten OS nie gościł na moich komputerach) korzystałem z Microsoftu. W okolicy 2004 roku zainteresowałem się Open Source i systemami Linux i BSD – głównie była to Fedora, trochę Debian, i tak dalej.

Przez dość długi czas uważałem sprzęt Apple za drogi i zbędny przejaw luksusu. Poza tym w tamtym okresie potrzebowałem przestrzeni na eksperymenty, a przy Mac OS X nie było to takie łatwe. Jeśli chodzi o telefon, przez wiele lat były to Nokie, a następnie Sony Ericsson (głównie z uwagi na całkiem dobry kalendarz). Moją fascynację Linuksem motywował też fakt, że był to główny OS serwerowy w pracy, więc chcąc nie chcąc trzeba było go używać i zgłębiać jego funkcje. Ta wiedza dała mi solidne podstawy do dalszego rozwój kariery, ale o tym może innym razem.


Kiedy pojawił się pierwszy iPhone, byłem jednym z pierwszych, który wyśmiewał jego niedociągnięcia. Koledzy z firmy, w której pracowałem, szybciutko kupili pierwszy model (część pewnie ma go do dzisiaj). I równie szybko się zawiedli.

Dlaczego?

Ponieważ w tej pierwszej wersji nie działały MMS-y i trzeba było zainstalować dziesiątki aplikacji, żeby mieć podstawowe funkcjonalności ówczesnego telefonu. Nie wspominając już o tym, że nawet nie można było zrobić hotspotu (a to było mi bardzo potrzebne w pracy).

No zabawka nie telefon.

Kilka godzin schodziło na ustawianiu wszystkiego, żeby telefon w ogóle spełniał swoje podstawowe funkcje. Jednakże hejt hejtem – wtedy byłem bardziej techniczny i zwracałem uwagę głównie na technikalia – ale muszę przyznać, że jeśli chodzi o design to już wtedy iPhone robił wrażenie. Solidny, dobrze wykonany, ten ekran, przeglądanie internetu w Safari też robiło wrażenie. Pomyślałem sobie, że jeśli go nieco dopracują, to dam mu szansę...

Tak też pojawił się mój pierwszy iPhone 3GS. I muszę przyznać, że miał wszystko, czego potrzebowałem: hotspot, MMS-y, skrzynkę e-mail i Safari. Ogromną zaletą był również kalendarz, którego już wtedy używałem bardzo często. To były czasy... Pierwszy iPhone kupiłem w 2009 roku w Orange i od tego czasu pozostaję wierny tej marce. Zmigrowanie się do iPhone'a było proste i przyjemne, a ja stopniowo zacząłem zakochiwać się w marce i Stevie Jobsie, który był prawdziwym wizjonerem.

Kolejnym etapem mojej fascynacji był pierwszy MacBook, którego kupiłem w 2010 roku. Pracowałem wtedy jako Linux Admin, potrzebowałem więc dobrego przenośnego laptopa, którego bateria trzymałaby dłużej niż 3 godziny (a na tamte czasy był to wyczyn). Drugim wymaganiem był normalny procesor (nie Atom), jako że był to okres, kiedy panował wielki boom na tzw. Netbooki – małe, poręczne, ale niezwykle irytujące.

Biorąc pod uwagę te dwa wymagania – długą pracę na baterii i porządny procesor – przeszukałem internet i okazało się, że MacBook Pro spełnia oba i na dodatek jest najtańszą z opcji! To był dla mnie szok, zwłaszcza że do wyboru miałem jeszcze flagowe Sony Vaio oraz HP z serii biznesowej, które były jednak sporo droższe.

Pierwszy Mac był to wydatek około 5 000 zł brutto (więc pod odliczeniu podatku i wszelkich kosztów, nie była to zwrotna kwota – tak to sobie przynajmniej tłumaczyłem :D). Niestety, MacBook był tak piękny, aluminiowy, że nie traktowałem go jak sprzętu do zadań specjalnych i w teren dalej brałem Netbooka. W pracy miałem PC, więc Mac jeździł ze mną bardzo rzadko i nie wykorzystywałem go w 100%.

Również później, kiedy zmieniłem pracę na bliższą sprzedaży, dla wygody (i z braku MS Office) nie przesiadłem się w pełni na Maca i korzystałem z nich w następujący sposób:

  • firmowy laptop HP pełnił funkcję komputera stacjonarnego w stacji dokującej,
  • Mac jeździł ze mną na spotkania.

To były czasy, kiedy znaczek jabłka  nie robił jeszcze wrażenia na spotkaniach biznesowych. A dziś nikogo już to nie szokuje. Ostatecznie, dopiero w 2015 roku przesiadłem się całkowicie na Maca i od tego czasu nie używam już innych systemów.

W przypadku iPada było podobnie – też nie kupiłem pierwszej wersji. Moja przygoda z tabletami zaczęła się dopiero od trzeciej generacji, czyli pierwszego iPada z matrycą Retina display. Pierwsze dwie generacje nie były dla mnie tak interesujące z uwagi na fakt, że wówczas postrzegałem tablet wyłącznie jako gadżet.

"Duży telefon" – tak o nim myślałem.

Był wygodny do czytania i przeglądania internetu. W łapkę i na kanapę. Aczkolwiek jego zaletą była waga – żaden laptop nie mógł zastąpić tych rozmiarów, wagi i poręczności. Po pierwszym tablecie kupowałem też kolejne modele – z różnych względów – bo były cieńsze, lżejsze lub szybsze. Starszy model oddałem Urszuli, a następny trafił do chrześnicy (ta ostatnia korzysta z niego do dziś!).

Przez długi okres – chyba najdłużej – korzystałem z wersji Air 2. Kupiłem go zaraz po premierze, co (jak teraz sprawdziłem) miało miejsce w 2014 roku! Kolejna zmiana tabletu to dzisiejszy iPad Pro 11” gen 2. Mamy rok 2020, a co za tym idzie, minęło aż 6 lat! Sam jestem w szoku, że poprzedni służył mi tyle czasu. Na początku korzystałem z niego całkiem sporo, potem trochę mniej, a przez ostatnie 2 lata służył jako narzędzie pracy w Prudential, ponieważ tam wszystko odbywa się na iPadach.

Teraz dodatkowo chciałbym jeszcze nieco porysować na tablecie – na przykład grafiki do wykorzystania w social mediach. Kiedyś sporo rysowałem sporo, ale potem porzuciłem to zajęcie. Może teraz dzięki  Pencil będę miał szansę do niego wrócić.

Kolejnym przystankiem w mojej było Apple TV pierwszej generacji – i z nią żyję do dziś. Wykorzystuję ją głównie w domu (telewizor niestety nie ma jeszcze wbudowanej aplikacji) oraz na prezentacjach. Dziś większość nowych telewizorów ma funkcję AirPlay, ale mój niestety do nich nie należy. Dlatego, żeby zrzucić coś z komputera czy telefonu, muszę się łączyć przez Apple TV. Natomiast jeśli chodzi o wykorzystanie AirPlay na warsztatach, to działa to fantastycznie. Jeśli byłeś na moim warsztacie „Wyciśnij sok ze swoich Jabłek ”, to dokładnie wiesz, o czym mówię. A jeśli nie, to serdecznie Cię na nie zapraszam. Nie planuję wymieniać tego urządzenia, prędzej pewnie zainwestuję w nowy telewizor, który będzie miał wbudowane funkcje AirPlay oraz Apple TV. A to pudełeczko jeszcze długo posłuży mi na prezentacjach w tej formie, w której działa obecnie.

W 2018 kupiłem Apple Watch i jest mój przedostatni gadżet. Dość długo zwlekałem z zakupem, ponieważ nie czułem szczególnej potrzeby, żeby wydać 1800 zł na zegarek, który w zasadzie codziennie trzeba ładować. Nie za bardzo podobał mi się również jego kształt. Po prostu mnie nie urzekł.

Swój dostałem na urodziny od żony (miała taki chwilowy przypływ dobroci i pod wypływem chwili kupiła mi generację 4;)). Dziś uważam, że jest to super uzupełnienie i jak dla mnie dość przydatny gadżet. Sporo czasu oszczędzam na tym, że nie muszę wyjmować telefonu z kieszeni, a poza tym dochodzi do tego monitoring snu, aktywności czy inne małe "pierdoły", które potrafią zrobić różnicę.

Przyznaję, że w pewnym momencie miałem fazę na kupowanie zegarków i w sumie wydałem na nie sporo kasy (z perspektywy wiem, że zupełnie bez sensu). Żeby więc przestać, kupiłem ten jeden i noszę go cały czas wymieniając tylko paski. Wydaje mi się, że jest to nieco zdrowsze rozwiązanie, choć z perspektywy kosztów, to tak naprawdę zbędny gadżet. Lubię go, ale spokojnie mógłbym bez niego żyć.

Ostatnim urządzeniem, o którym chciałem Wam napisać, są słuchawki bezprzewodowe AirPods (generacja 2). I to jest akurat gadżet, bez którego trudno byłoby mi normalnie funkcjonować. Brak kabli, mobilność i wolny port USB naprawdę robią różnicę. Uświadomiłem to sobie, kiedy któregoś dnia zapomniałem zabrać ich z domu i musiałem się przepiąć na zwykłe, słuchawki na kablu. I chociaż jest to spory koszt jak na słuchawki do telefonu (i nie tylko), myślę, że warto w nie zainwestować. Do auta, na siłownię, na spacer, do sklepu, do pracy – można ich używać praktycznie wszędzie i sprawdzają się fenomenalnie. Bateria trzyma dość długo, etui jest poręczne i na dodatek są naprawdę wygodne.

Chciałbym jeszcze przetestować nowe słuchawki Pro i – jak znam siebie – pewnie prędzej czy później je kupię. Ale to pewnie najwcześniej za rok (jak w tych zdegraduje się bateria). Zamknięte słuchawki bezprzewodowe...tak, to ma sens. Jestem bardzo mile zaskoczony tymi zwykłymi, więc wersja Pro musi zapewniać jeszcze większy komfort. Kiedyś myślałem o zakupie słuchawek z aktywnym wyciszeniem, ale jakoś się do tej pory nie złożyło, więc ostatecznie pewnie zdecyduję się na AirPods Pro.

To w zasadzie tyle, jeśli chodzi o pojedyncze gadżety, z których korzystałem. Potem były już tylko upgarde'y.

Poniżej znajdziesz mój aktualny stan posiadania, którego używam podczas prezentacji. Nie mam i nigdy nie miałem Time Capsule ani Home Poda, i raczej ich nie kupię. Chociaż, jak to mówią, nigdy nie mów nigdy 😉

Na koniec jeszcze dwa słowa o serwisach/usługach Apple, z których korzystam. Jak wiadomo, często zapomina się o pewnych rzeczach, przyjmujemy je jako pewną stałą i po prostu wypadają nam z głowy. A przecież oprócz licznych gadżetów korzystam też z usług dostarczanych przez Apple. Jest to przede wszystkim dysk iCloud (2 TB) oraz Apple Music. Ponadto mam też Apple TV, (bo można ją otrzymać na rok gratis z nowym gadżetem), ale mało z niej korzystam. Nie oglądam za dużo seriali, ale pewnie kiedyś przetestuję działanie tej platformy.

Mój aktualny stan sprzętu Apple to:

  • iPhone 11 Pro 256 GB Night Green (2020),
  • iPad Pro 256GB z Cellular (2020) z klawiaturą Apple Smart Keyboard Folio oraz Apple Pencil – na tym sprzęcie powstaje ten tekst,
  • MacBook Air Retina (Mid 2018),
  • Apple Watch Gen4 z GPS,
  • AppleTV 2012.

Na takim sprzęcie prowadzę swoje autorskie szkolenie „Wyciśnij sok ze swoich jabłek ”, podczas którego pokazuję, jak to wszystko ze sobą połączyć i wycisnąć maksimum z tych urządzeń, zwiększając efektywność naszej pracy. Tłumaczę, jak działa ekosystem Apple i dlaczego sam jestem tak bardzo związany z tą marką. Moja efektywność bierze się również z tego, że potrafię w bardzo szybki sposób działać na macOS i iOS. Jeżeli masz Maca (i inne urządzenia) to serdecznie zapraszam. Jeśli masz iPad i iPhone, zawsze możesz skorzystać z jednego miejsca, na którym to ja zapewniam MacBooka do pracy. Szczegóły znajdziesz tutaj: http://jakubgromek.pl/warsztat

Tak właśnie wygląda moja historia z marką Apple. Jak widać, nie od początku byłem z nimi związany, a według niektórych wręcz przeciwnie – zacząłem swoją przygodę dość późno. Ale tak właśnie było. Zanim zaprzyjaźniłem się z tym systemem, byłem jego lekkim przeciwnikiem. Jednak z czasem przekonałem się do jego niewątpliwych zalet i dziś (mimo że mam pewne uwagi) uwielbiam pracę z produktami z logiem jabłuszka . A może Ty podzielisz się swoją historią? Jestem bardzo ciekaw, co spowodowało, że zdecydowałeś się na sprzęt marki Apple.