O tym, że lubię narzędzia Apple, wie każdy, kto mnie zna. Nie bez powodu stworzyłem autorskie szkolenie „Wyciśnij sok ze swoich jabłek”. Ale jeżeli jesteś ze mną już od jakiegoś czasu, to pewnie zauważyłeś, że staram się wybierać je z głową. Sprzęt ma być przede wszystkim funkcjonalny i zwiększać moją produktywność. Dlatego dziś opowiem Ci o aplikacjach, bez których nie wyobrażam sobie pracy na iPadzie.

W tym roku po 6 latach wymieniłem zasłużonego iPad Air 2, który był ze mną długo. Jednak w ostatnim roku używałem go już naprawdę sporadycznie. Czasem coś na nim poczytałem, obejrzałem jakieś wideo na YouTube. Korzystałem z niego jeszcze podczas pracy w Prudential. I w zasadzie w tej wersji nie widziałem dla niego więcej zastosowań. Szczególnie że pojawił się u mnie MacBook Air – mały, lekki, z klawiaturą i całym pakietem możliwości.

Natomiast aktualnie używam iPada Pro 2020 z klawiaturą i rysikiem, i… coraz więcej z niego korzystam. Jest to w pewnym sensie zamiennik dla Maca. Dobry zamiennik. Mniejszy, lżejszy, z możliwością pisania i notowania.

Do tego iPad ma wbudowaną „jednozadaniowość” – kiedy coś robisz, na ekranie widzisz jedną aplikację. Tak, tak, wiem, jest tryb dwóch aplikacji, ale to taki smaczek do niektórych tylko zastosowań. Na co dzień nie jest to super wygodne, bo zmniejsza się przez to przestrzeń wyświetlania.

Dla osób, które – tak jak ja – mają lekkie ADHD lub po prostu problem ze skupieniem, iPad robi robotę. Nie ma rozpraszaczy, nie ma migających ikonek, nie ma powiadomień (mam wyłączone i zalecam to zawsze, i każdemu). Kiedy siadam do pracy z iPadem, po prostu skupiam się na zadaniu. Kiedy kończę, przełączam się na inny wątek i tam spędzam czas. Nie chodzi tu o brak możliwości szybkiego przełączenia czy coś, po prostu w ten sposób mogę się lepiej skupić. Tyle tytułem wstępu – bo dzisiejszy artykuł jest o aplikacjach, bez których nie widzę pracy na iPadzie (i nie tylko).

1. Notion

Bez względu na typ urządzenia, dziś Notion jest u mnie najczęściej używaną aplikacją i cały czas korzystam z niej w trybie testów. Polecam ją umiarkowanie i nie każdemu, ale to może niedługo się zmienić. Dałem sobie rok na przetestowanie, sprawdzenie i poznanie tej aplikacji. Do jakich zadań jest dobra, do jakich jest lepsza, a do jakich, w mojej ocenie, w ogóle się nie nadaje. Zależało mi na znalezieniu pojedynczej aplikacji, która zastąpi mi Evernote, Todoist i inne narzędzia, zorganizuje to wszystko w rozsądny sposób. I na razie Notion robi robotę w tym zakresie. Wykorzystuję go do organizacji całego cyfrowego świata.

Korzystam przy tym z lekko zmodyfikowanej metody PARA (opracowanej przez Tiago Forte) i mam w niej podział na Projekty, Obszary, Zadania, Zasoby, Archiwum – w skrócie POZZA.

Trzymam tutaj dosłownie wszystko – notatki, wolne myśli, tabelki, dziennik, podsumowania i wiele innych rzeczy związanych z pracą, Panem Produktywnym, domem itp. Jest to przestrzeń, która ogarnia mi większość spraw. Na grupie „Obudź swoją Produktywność” pokazywałem kiedyś to rozwiązanie i dojrzewam do tego, żeby nagrać mały kurs online dla osób, które potrzebują się lepiej zorganizować cyfrowo.

To pierwsza i najczęściej używana aplikacja.

2. Todoist

Wspomniałem już, że Notion docelowo miał zastąpić mi tę aplikację, ale jeszcze nie przyszedł na to czas i nie wykluczam, że z uwagi na współdzielenie jej z Ulą, nigdy nie przyjdzie. Niedawno dołączyłem do Ambasadorów Todoist i od lat ją polecam. Jest to tak zwany manager zadań (w formie listy zadań, checklisty itp.)

Bardzo prosta i przejrzysta apka do tworzenia list zadań. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi, jest w niej więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Wiele funkcji uważam za nieocenione, jak chociażby rozpoznawanie języka naturalnego, cykliczność zadań, dodawanie etykiet czy filtrowanie zadań (wersja premium). Co więcej, współdzielenie projektów i zadań daje niesamowite efekty i możliwości wspólnych działań czy to w pracy, czy w domu. A przygotowanie listy zakupów i udostępnienie jej partnerowi może rozwiać wiele wątpliwości 😉

Dziś Todoist wykorzystuję jako listę zakupów, zachcianek oraz płatności. Mam tu wpisane i ustawione przypomnienia zadań cyklicznych (dzienne, tygodniowe, miesięczne, roczne) i na razie zamierzam przy nim zostać.

3. Evernote

Nieprzerwanie od 2012 roku korzystam z Evernote. Do dziś mam tam tak dużo informacji, że nawet gdybym przestał dodawać tam nowe rzeczy, to i tak wciąż będę z niego korzystać. Jest to moje głębokie archiwum z historią dłuższą niż te 8 lat, bo wrzuciłem tam zeskanowane historie i dokumenty sprzed tego okresu. Są tam zeskanowane pamiętniki z czasów Dublina, fajne zdjęcia i inne papiery, które mają dla mnie sentymentalną wartość.

Mimo że w międzyczasie pojawiło się wiele aplikacji, które w zasadzie robią „to samo”, Evernote jest dla mnie liderem w czymś, co nazywam „zrzutem danych”. Pisałem już o tym wcześniej, możliwości wrzucania danych do EN jest kilka: pisanie w aplikacji, dyktafon, mail, nożyczki, współpraca z innymi – to tylko kilka metod. Na grupie nagrywałem nawet live o EN i o tym, jak skorzystać z jego najważniejszych funkcji. Nie skończyliśmy wszystkiego, ale było tego tak dużo, że na początek zdecydowanie wystarczy.

4. Notability

Od zakupu iPada szukałem odpowiedniego „notatnika”. Apple Notes ma możliwość pisania rysikiem i pokrywa się z funkcjonalnościami Evernote, ale jako notatnik nie ma tego, czego szukałem. Testowałem kilka aplikacji, Goodnotes, Notepad i inne, ale to Notability najbardziej przypadło mi do gustu i aktualnie 80% moich notatek odręcznych dzieje się w tej aplikacji. Doskonałe narzędzie, zawiera wszystko, czego mi trzeba i „miodność” używania jej jest dużo powyżej przeciętnej.

Już kilka osób pytało mnie, co to za aplikacja, w której robiłem notatki, bo tak dobrze to u mnie wygląda (a mam już wypracowany system), że trochę mi zazdroszczą. Lubię papier i trochę się to ze mną wewnętrznie nie zgadza, ale fakt posiadania notatek na każdym z urządzeń wygrywa. Dziennik nadal jednak prowadzę w formie analogowej.

5. Pliki (ang. Files)

Na iPad dużo korzystam z aplikacji Pliki, ponieważ dostęp do wszystkich plików, które mam na Macu, jest dla mnie niezwykle ważny. Mam również Google Drive, ale tam trzymam pliki współdzielone z innymi. A całą chmurę od Apple wykorzystuję na potrzeby własne. W nowym iPadOS podobno znajdzie się kilka poprawek, jestem ciekaw, co tam nowego się pojawi ;-).

6. Poczta

Jeśli chodzi o klientów pocztowych, to aktualnie używam dwóch. Jest to Apple Mail oraz Spark. Pierwszej używam do pracy i Gmaila, a drugiej do poczty Pana Produktywnego.

Apple Mail jest super rozwiązaniem, bo jest zintegrowany ze wszystkim, co mamy w ekosystemie. Ma to dla mnie znaczenie, a poza tym bardzo się przyzwyczaiłem już do tego, jak ta aplikacja działa.

Spark odkryłem ponad rok temu i cały czas docieramy się z pewną dozą nieufności. Być może w niedalekiej przyszłości, jeśli lista moich zadań zacznie mnie przerastać (a na razie ogarniam), moja Wirtualna Asystentka będzie miała dostęp do poczty i wtedy możliwość delegowania „maili jako zadań” przekona mnie w 100% do Sparka. Klient jest naprawdę dobrze i ładnie zrobiony, cały czas się rozwija i to jest jego zaletą. Zobaczymy.

Podsumowanie

Jeśli chodzi o liczbę aplikacji, lista nie jest może długa i super imponująca, ale to głównie dlatego, że staram się ją mocno ograniczać. To pewna forma przeniesienia idei minimalizmu do świata cyfrowego. Coraz bardziej przekonuję się do tej filozofii i chętniej oczyszczam swoją przestrzeń, zarówno fizyczną, jak i cyfrową. O tym też pewnie powstanie kiedyś artykuł, ale z uwagi na to, że dopiero rozpoczynam tę drogę, nie mogę powiedzieć wiele więcej.

A jak jest u Ciebie? Jakie są Twoje ulubione aplikacje na iPad lub Mac? Daj znać w komentarzu! #noexcuses

Kategorie: Blog

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *